Patrząc na program szkolny i to co ministrowie edukacji uznają za ważne w przekazywaniu wiedzy, narasta we mnie obawa granicząca z przekonaniem, że ten system szkolnictwa nie jest po to by uczynić z obywateli dorosłych ludzi, dobrze radzących sobie w życiu.
W szkole uczy się o budowie pantofelka, o mitozie i mejozie, historii, by wkuwać daty bitew, które nie mają żadnego przełożenia na dzisiejszą rzeczywistość.
Zadaję sobie pytanie, czy to wystarczy?
Czy fakt, że człowiek będzie znał stolicę Madagaskaru i wzór na pole trapezu, sprawi, że poradzi sobie w życiu?
Czy te "piątki" w dzienniku uchronią go przed spiralą długów, przed inflacją zjadającą oszczędności, przed życiem „od pierwszego do pierwszego”, które jest udziałem tak wielu wykształconych ludzi?
Prawda jest brutalna szkoła produkuje pracowników, nie właścicieli kapitału. System edukacji, w którym tkwimy, został zaprojektowany w epoce pruskiej, by tworzyć posłusznych urzędników i robotników fabrycznych. Nie uczy, jak zarządzać pieniędzmi. Nie uczy, czym jest aktywo, a czym pasywo. Nie wyjaśnia, dlaczego pieniądz traci na wartości.
Jako rodzic, nie chcę, aby moje dziecko po kilkunastu latach edukacji i obronie dyplomu magistra, stanęło przed bankomatem z drżącą ręką, nie rozumiejąc, dlaczego mimo ciężkiej pracy, wciąż jest biedne. Dlatego wzięłam sprawy w swoje ręce.
Zrozumiałam, że edukacja finansowa to mój obowiązek – być może najważniejszy, jaki mam wobec przyszłości moich dzieci.
W tym artykule przedstawię kilka książek, które odkryłam i czytam razem z dziećmi.
Jest to nie tylko wiedza w postaci bajkowych historyjek, ale osoba dorosła która nigdy nie miała edukacji finansowej, dowie się wielu ciekawych rzeczy.
Wielka Luka Edukacyjna, czyli dlaczego musimy działać sami!
Zanim przejdę do recenzji książek, musimy zrozumieć skalę problemu. Dlaczego uważam, że brak edukacji finansowej w szkole to nie przeoczenie, a wręcz sabotaż przyszłości naszych dzieci?
Większość dorosłych Polaków to analfabeci finansowi. To mocne słowa, ale statystyki są nieubłagane. Ludzie biorą chwilówki na wakacje, kupują samochody, na które ich nie stać, i trzymają oszczędności życia na nieoprocentowanych kontach w czasie szalejącej inflacji. Dlaczego?
Bo nikt im nigdy nie wytłumaczył mechanizmów pieniądza.
W szkole uczymy się fizyki – praw rządzących materią. Uczymy się chemii – reakcji pierwiastków. Ale nie uczymy się ekonomii – „fizyki” rządzącej naszym codziennym bytem.
Dziecko wie, że nie wolno dotykać gorącego pieca. Ale czy wie, że nie wolno wydawać więcej, niż się zarabia? Czy wie, że pieniądz, który leży bezczynnie, umiera? Jeśli nie nauczymy dzieci teraz, gdy stawką jest kieszonkowe, życie nauczy go tego później, gdy stawką będzie kredyt hipoteczny i bezpieczeństwo jego rodziny. A lekcje udzielane przez życie są zazwyczaj bardzo bolesne i kosztowne.
Dlatego sięgam po literaturę biznesową dla dzieci. Chcę zaszczepić w nich „bakcyla” przedsiębiorczości i zdrowego rozsądku, zanim system sformatuje je na posłusznych konsumentów.
---
Przegląd literatury, która buduje finansowe IQ dziecka.
Rynek książek edukacyjnych dla dzieci w Polsce na szczęście się zmienia. Pojawiają się pozycje, które traktują młodego czytelnika poważnie, tłumacząc skomplikowane procesy w prosty, obrazowy sposób.
„Finansowe przygody Bobra Antosia” – Fundamenty: Praca, Oszczędzanie i Cel.
Zacznijmy od najmłodszych lat. Kiedy dziecko ma 5, 6 czy 7 lat, nie wytłumaczymy mu giełdy papierów wartościowych. Musimy zacząć od podstaw: skąd w ogóle biorą się pieniądze?
O czym to jest?
Książka przedstawia społeczność zwierząt, która funkcjonuje podobnie do ludzkiej. Bóbr Antoś nie dostaje wszystkiego na tacy.
Czego uczy ta książka:
• Czym są pieniądze, zarabianie i wydawanie.
• Czym jest działalność gospodarcza, różnice między etatem a własną firmą, wartość pracy.
• Pojęcie barteru, oszczędzanie oraz podatki.
• Każdy rozdział zawiera „Kącik ciekawskiego dziecka”, który pomaga zrozumieć omawiane zagadnienia.
Związek przyczynowo-skutkowy między pracą a zapłatą to najważniejsza lekcja dla dziecka żyjącego w epoce „bankomatu w ścianie”. Dzieci często myślą, że rodzice idą do ściany, wpisują kod i dostają pieniądze. Antoś pokazuje, że pieniądz jest nagrodą za dostarczenie wartości innym.
Odroczona gratyfikacja – Antoś musi zbierać gałązki (zasoby/pieniądze) i nie zjadać ich od razu (konsumpcja), aby zainwestować je w budowę tamy. To pierwsza lekcja o różnicy między zachcianką a celem.
Współpraca – W lesie Antosia zwierzęta często się wymieniają. Wiewiórka ma orzechy, Bóbr ma drewno. To wstęp do handlu i barteru.
Antoś uczy, że bogactwo nie spada z nieba – ono jest wynikiem planowania i działania.
„Johny Profit” – Przedsiębiorczość w praktyce, czyli pochwała sprzedaży.
W polskiej kulturze wciąż pokutuje (choć słabnie) mit „złego prywaciarza” i podejrzanego handlowca. „Johny Profit” to odtrutka na te stereotypy. To książka, która pokazuje, że robienie biznesu to najszlachetniejsza forma służby innym.
Bohaterem jest chłopiec, Johny, który ma smykałkę do interesów. Nie jest chciwym sknerą jak Sknerus McKwacz. Johny to rozwiązywacz problemów. Widzi, że sąsiedzi mają brudne trawniki? Oferuje koszenie. Widzi, że w upalny dzień ludzie są spragnieni? Organizuje stoisko z lemoniadą.
Czego uczy ta książka:
• Sprzedaż to pomaganie – To absolutnie rewolucyjna lekcja. Johny nie „wciska” towaru. On szuka potrzeb ludzi i je zaspokaja. Zarobek jest skutkiem ubocznym tego, jak bardzo pomógł innym.
• Negocjacje i relacje – Książka pokazuje, jak rozmawiać z klientami, jak ustalać cenę, jak radzić sobie z odmową. Uczy odporności psychicznej.
• Zarządzanie zyskiem – Johny nie wydaje wszystkiego na słodycze. Reinwestuje. Kupuje lepszą kosiarkę, żeby kosić szybciej. Zatrudnia kolegę, ucząc się delegowania zadań.
Niezależnie od tego, czy dziecko będzie lekarzem, artystą czy inżynierem – w życiu zawsze będzie musiało „sprzedać” swoje umiejętności, pomysły czy wizję. „Johny Profit” uczy sprawczości. Pokazuje, że pieniądze leżą na ulicy, trzeba tylko mieć oczy otwarte na potrzeby innych ludzi. Zamiast mówić „nie stać mnie”, dziecko zaczyna myśleć „co mogę zrobić, żeby było mnie stać?”. To zmiana mentalności z pasywnej na aktywną.
„Kot Biznesik”
O czym jest ta książka?
To bardzo wciągająca i napisana prostym językiem opowieść o bystrym kocie, który postanawia wziąć sprawy w swoje łapki i wkracza w świat biznesu. Zamiast nudnych wykładów z ekonomii, książka oferuje fajne przygody i życiowe sytuacje, w których tytułowy bohater uczy się zarabiać, inwestować i radzić sobie z finansowymi wyzwaniami. Akcja jest na tyle ciekawa, że dzieciaki same chciały czytać kolejne rozdziały.
Czego uczy "Kot Biznesik" i dlaczego warto podsunąć ją dziecku?
• Cierpliwości w oszczędzaniu – Kot Biznesik pokazuje, że warto odkładać na większy, wymarzony cel, zamiast wydawać całe kieszonkowe od razu na drobne zachcianki.
• Przedsiębiorczego myślenia – Historia uczy, że każdy problem to w zasadzie szansa na nowy pomysł. Pobudza kreatywność – moje dzieci po lekturze same zaczęły wymyślać, jak mogłyby "dorobić" (np. organizując kiermasz używanej odzieży z której już wyrosły).
• Mądrego wydawania – Pomaga zrozumieć różnicę między "bardzo tego chcę" a "naprawdę tego potrzebuję".
To nie jest tylko bajka o kocie. To świetny punkt wyjścia do domowych rozmów o rodzinnym budżecie i kieszonkowym.
Co te książki tak naprawdę robią z mózgiem młodego człowieka?
To nie dzieje się z dnia na dzień, ale kropla drąży skałę. Te książki nie są tylko o pieniądzach. One są o charakterze.
Oto cztery filary, które te lektury wznoszą w umyśle dziecka, a których szkoła często nie buduje:
1. Odpowiedzialność.
W szkole, jeśli dostaniesz jedynkę, możesz ją poprawić. W świecie finansów błędy kosztują realne zasoby. Książki te uczą, że Twoja sytuacja finansowa zależy od Ciebie. Nie od nauczyciela, nie od rządu, nie od szczęścia na loterii. Zależy od tego, czy – jak Bóbr Antoś – zbudujesz tamę, i czy – jak Johny Profit – znajdziesz klientów.
2. Rozwiązywanie problemów.
Szkoła uczy rozwiązywania zadań, które mają jedną poprawną odpowiedź zapisaną w kluczu. Biznesowe książki dla dzieci uczą, że życie to otwarte pytania. „Jak zarobić na rower?” ma tysiąc odpowiedzi. Te lektury przestawiają zwrotnicę w głowie z „Daj mi” na „Dam Ci wartość, a Ty mi zapłacisz”. To fundamentalna różnica, która odróżnia ludzi sukcesu od wiecznych malkontentów.
3. Zrozumienie czasu i cierpliwości.
W erze TikToka i natychmiastowej dopaminy, koncepcja oszczędzania i inwestowania jest nienaturalna. Książki te pokazują magię procentu składanego (nawet jeśli nie używają tej nazwy) i siłę akumulacji kapitału. Uczą, że dąb rośnie powoli, ale jest potężny. Grzyby rosną szybko, ale są nietrwałe. Bogactwo to dąb.
4. Etyka bogacenia się.
To być może najważniejszy punkt. Wiele dzieci wynosi z popkultury obraz bogacza-oszusta. Te książki odczarowują ten mit. Pokazują, że uczciwe bogactwo powstaje z dobrowolnej wymiany, z innowacji, z pracowitości. Że można być bogatym i dobrym człowiekiem jednocześnie. Że pieniądz to narzędzie, które w dobrych rękach może czynić wiele dobra.
Jako rodzic, który zaczął przygodę z edukacją finansową dzieci mam kilka rad.
Nie można tych książek rzucić dziecku na biurko i powiedzieć „ucz się, żebyś nie był biedny”. To musi być przygoda.
Czytajcie razem, nawet jeśli dziecko umie czytać samo. Te książki są pretekstem do rozmowy.
Przekładaj teorię na praktykę. Kiedy czytacie o Johnym Proficie, zaproponuj dziecku mały biznes. Może sprzedaż niepotrzebnych zabawek. Niech poczuje smak pierwszego zarobionego, a nie otrzymanego pieniądza.
Wprowadź system słoików. Po lekturze o Bobrze Antosiu, wprowadźcie trzy słoiki: „Wydatki”, „Oszczędności/Inwestycje”, „Pomoc innym”. Niech każda złotówka z kieszonkowego będzie dzielona. To buduje nawyk zarządzania.
Bądź szczery i przyznaj się do własnych błędów. Powiedz: „Widzisz, mama kiedyś kupiła to auto na kredyt i to nie było mądre, bo straciło na wartości. Gdybym wtedy przeczytała tę książkę, zrobiłabym inaczej”. Dzieci cenią autentyczność.
Najlepszy posag to wiedza!
Na koniec wracam do systemowego szkolnictwa. Wiedza ogólna jest cenna, rozwija horyzonty i kulturę osobistą. Ale już wiem, że świadectwo z czerwonym paskiem to za mało.
Szkoła uczy jak być dobrym pracownikiem. Ja, za pomocą książek takich jak „Johny Profit” czy „Kot Biznesik” uczę jak być wolnym człowiekiem.
Inwestycja w biblioteczkę finansową dla dziecka kosztuje tyle, co kilka wyjść do kina. Ale zwrot z tej inwestycji? Jest niepoliczalny. Może oznaczać, że moje dziecko w wieku 30 lat nie będzie niewolnikiem banku. Może oznaczać, że będzie miało odwagę otworzyć firmę, która zmieni świat. A może po prostu będzie spało spokojnie, mając poduszkę finansową, której ja w jego wieku nie miałam.
Nie czekajmy na reformę edukacji. Ona może nigdy nie nadejść. Zostańmy Ministrami Finansów i Edukacji we własnych domach. Te książki to najlepsze narzędzia, jakie mamy. Przeczytajcie je. Dla nich i dla siebie. Bo, prawdę mówiąc, czytając je dzieciom, sama nauczyłem się więcej o ekonomii, niż przez cztery lat moich własnych studiów inżynierskich.
Zapraszam do zapoznania się z lekturami dla dzieci w naszej księgarni ideowo.com.
To jest element tekstowy. Kliknij ten element dwukrotnie, aby edytować tekst. Możesz też dowolnie zmieniać rozmiar i położenie tego elementu oraz wszelkie parametry wliczając w to tło, obramowanie i wiele innych. Elementom tekstowych możesz też ustawić animację, dzięki czemu, gdy użytkownik strony wyświetli je na ekranie, pokażą się one z wybranym efektem.
kontakt@ideowo.com
tel. 506 449 217